sobota, 6 maja 2017

Jak dobrze zacząć każdy dzień? - Perfect Morning Routine :)

Dobrze zaczęty dzień to połowa sukcesu, dlatego tak ważny jest plan i wytrwałość w naszym postanowieniu! Niżej podaję mój perfekcyjny poranek:) Jak wygląda Wasz??:):) Podzielcie się w komentarzach! Chętnie poczytam :)

1. Ustal sobie godzinę, o której zawsze będziesz wstawać. Bez względu na to czy to piątek-weekendu początek, czy dzień pracujący - środek tygodnia. Wieeem, najchętniej to by się leżało do dwunastej XD Znam to ;D Jeśli wstajesz w południe możesz zacząć małymi kroczkami wstawać o 11, 10, potem 9, aż zejdziesz do swojego wymarzonego czasu. W moim przypadku jest to 7.40:)

Po co miałbyś to robić?tak miło w kocyku..
Po to, żeby mieć więcej czasu. Staniesz się bardziej zorganizowany:) Brakuje nam czasu na różne rzeczy. Wykorzystaj dodatkowy czas! Sprzątnij pokój, zrób fajne śniadanko na insta, napisz coś na bloga (hehe), idź na siłkę, zrób kilka prac domowych:) Wybierz, co chciałbyś mieć z głowy i to zrób! Teraz masz dodatkowe godzinki!:)


2. Optymalna liczba godzin snu wynosi między 7 a 8 h dziennie. Ni mniej, ni więcej. Sprawdź po ilu godzinach czujesz się lepiej - 7? 8? 7,5? i ustal chodzenie spać tak, żeby wstać w tym przedziale czasowym! Będziesz się czuć dobrze :)


3. OD razu po przebudzeniu biegnij pod prysznic - no może do kibla najpierw;P - i weź cieplutki milutki prysznic. To zastąpi kocyk! Ciepłe prysznice som supeRR ^^


4. Ubierz się, uczesz, pościel swoje łóżko - łóżko możesz pościelić też przez prysznicem, if yu wanna


5. Wypij IMBIRÓWKĘ! Pobudzi twój układ odpornościowy i trawienny.
Po prostu utnij kilka kawałków korzenia imbiru i zalej je wrzątkiem, jak herbatkę;)
Możesz dodać listków mięty dla fajnego smaku, aromatu:) :)


6. Let's work out
No, może niekoniecznie od razu workout, chociaż jak chcesz to śmiało :)
W tym punkcie zawiera się lekkie rozciąganie z rana. Nie wiesz co robić? Puść sobie jakiś filmik z yutuba "streching", "joga". Masz duży wybór


7. Zjedz pyszka śniadanie. Owsianka z owocami i orzechami to dla mnie zawsze piękna opcja. Zjedz coś fajnego! Masz na to czas!:)


8. YOU'RE READY! begin living
Dalej już co wpadnie do rąk :D


UWAGI
-radzę odłożyć internet, social media, granie na godziny wieczorne (zajmują potem umysł cały dzień i jest on spieprzony). Zrób tak, jakbyś spał. Jak śpisz to nie sprawdzasz tych wszystkich zagłuszaczy, distracterów, prawda? Więc nie sprawdzaj:)

-śpij z telefonem wyłączonym z wifi, najlepiej na trybie samolotowym

-jak nie umiesz sama wstać o danej godzinie, choć próbujesz i chcesz, poproś kogoś żeby ci pomógł. Niech mama wyleje na cb szklankę wody jak zaczniesz marudzić, albo niech zadzwoni do ciebie z rana - mamy wstają rano :D



<a href='http://www.freepik.com/free-photo/business-wood-space-break-keyboard_1087895.htm'>Designed by Freepik</a>

wtorek, 14 marca 2017

6 zasad zdrowego odżywiania

W dzisiejszych czasach często się słyszy/mówi, że nie da się już jeść zdrowo, że wszystko jest niezdrowe. To nieprawda! Poniżej lista "jedzenia", którego trzeba pozbyć się ze swojego życia, aby cieszyć się zdrowiem na długie lata:

1. Jedz jak najmniej przetworzonego jedzenia, a jak najwięcej pożywienia naturalnego
Masz ochotę na frytki? Zrób je sam! Będziesz mieć pewność, że nie ma w nich jakichś dziwnych dodatków. W makach i innych kingach tak naprawdę nie wiesz, co dokładnie jesz. Wygląda to może jak frytki, ale ile w tym frytek...?
To tylko przykład. Proszę, myśl, co wkładasz do ust.
Ciasteczka, batoniki. Naprawdę jesteś w stanie sam/sama zrobić je w lepszej wersji.

2.1 Nie cukrz
Przeprowadzano doświadczenia. Tak, cukier jest substancją rakotwórczą. Chcesz mieć raka? Jedz go.

Warty do zaznaczenia jest fakt, że cukier uzależnia. Nie inaczej, niż kokaina. To "legalny" narkotyk. Super? Niekoniecznie, bo zaburza on funkcje mózgu. Mówiąc prosto, po nim jesteś setki razy głupszy.



W związku z uzależniającą cechą cukru, trzeba do jego eliminacji podejść jak w przypadku rzucania poważnego nałogu fizycznego, czyli: A) Najlepiej od razu i nigdy już do tego nie wracać B) Stopniowo jeść go coraz mniej i po wyeliminowaniu lepiej nie wracać, bo może być ciężko

A czemu te informacje nie są powszechnie znane i lubiane? Po pierwsze: ludzie są uzależnieni od cukru, kochają wszystkie rakowe ciasteczka, cukiereczki. Po drugie: na o to komu? Średnia długość życia zwiększyła się i tak dzięki rozwojowi medycyny. Trzeba na coś ludzi zabić. A poza tym... głupszymi ludźmi łatwiej kierować.

Słodziki nie załatwiają sprawy. Badania na nich też pokazują, że są szkodliwe (otyłość, uszkodzenia wątroby i inne; poczytaj.)

2.2 Nie dosalaj
Żywność w dzisiejszych czasach zawiera takie dodatki soli, że naprawdę nie powinno się dosalać potraw "do smaku". Po pewnym czasie przyzwyczaisz się do nowych smaków:) A w sumie nawet starych tylko zapomnianych, bo za dzieciaka każdego się karmi zdrowiej, delikatniej.
No, chyba że nie zależy Ci na życiu.

Wszelkie organizacje zalecają spożycie 1,5 g, a maxymalnie 2,3 g soli dziennie. Ile to jest w praktyce? Mniej niż łyżeczka, bowiem łyżeczka soli to ok. 6 gram. A zauważ, że oprócz tej łyżeczki ludzie przyjmują też sól, chcąc nie chcąc, w produktach kupionych, przetworzonych.

Co daje nadmierne spożycie soli? Choroby nerek oraz nadciśnienie. A na choroby układu krążenia ludzie w dzisiejszych czasach umierają najczęściej. I tylko 1-2% tych śmierci jest powodowanych np. wrodzonymi zaburzeniami pracy serca, jak np. nieprawidłowa budowa serca. Reszta to kwestia złej profilaktyki. A raczej... jej braku ze strony samych zainteresowanych.

2. Pij wodę
Nie soki, soczki, napoje. Wodę. Na początku będzie trudno. Zrób to stopniowo. Najpierw zacznij pić wodę OPRÓCZ picia soczków :) Nie musisz ich odstawiać od razu, jeśli czujesz, że Cię to przerasta. Najważniejsze jest, żebyś po prostu zaczął/ zaczęła pić wodę.
Potem w miarę upływu czasu pij jej po prostu więcej, aż dojdziesz do takiego momentu, w którym nie będzie dla Ciebie straszne, jeśli w ciągu całego dnia jedyne, co wypijesz, to będzie woda:)

 
3. Nie spożywaj tłuszczów trans.
Do powstania tłuszczów trans dochodzi, gdy zostanie przekroczona temperatura dymienia konkretnego oleju. Każdy olej ma inną temperaturę dymienia. Olejem, który nadaje się do smażenia - jeśli już musisz smażyć - jest olej kokosowy. Możesz używać rafinowanego lub tego raw. Raw jest droższy.
Ogólnie olej kokosowy jakoś mega tani nie jest w porównaniu do "zwykłych" olejów - rzepakowego czy słonecznikowego. Kiedy dużo smażysz to faktycznie może to być dość drogie. Jednakże - dla własnego zdrowia i zdrowia naszej kieszeni, zachęcam do jedzenia potraw smażonych rzadziej!:) Wtedy oba aspekty - zdrowotny i finansowy - zostaną spełnione:)
A gotowanie też może być  przecież pyszniutkie.

4. W miarę możliwości ogranicz spożycie mięsa, częściowo lub całkowicie
W skrócie: im więcej mięsa w diecie, tym więcej cholesterolu LDL ( czyli tego złego) w naczyniach krwionośnych.

5. Jedz przynajmniej jedną porcję strączków dziennie 
Badania pokazują, że to zalecenie ogranicza ryzyko zawału serca o blisko 80%.
Mogą to być różne fasole (czerwona, czarna, mung), groch, soczewica (zielona, czerwona), bób, soja, ciecierzyca - ugotowane!

6. Do każdego posiłku, staraj się dołożyć porcję warzyw zielonych
Jarmuż, szpinak, kapusta, brokuły, ogórki, zielona papryka, groszek zielony, szczypior, koper, szparagi, seler, por, sałata, cukinia. Coś na pewno wybierzesz;)


Zakończenie
Od złych wyborów jedzeniowych nie umiera się od razu. Z nimi jest jak z paleniem. To transakcja długoterminowa. Nic poważniejszego nie dzieje się, gdy jesteś młody. Ale gdy jesteś już stary - umierasz nawet 20 lat szybciej, niż byś mógł, gdybyś wybierał inaczej.
Żywność to cichy zabójca, dlatego też aby zostać ZWYCIĘZCOM :d musisz codziennie mieć się na baczności:)

W razie pytań zapraszam do dyskusji w komentarzach:)

czwartek, 8 grudnia 2016

Naturalne kosmetyki, których powinnaś/powinieneć zacząć używać


Hej. Dzisiejszy świat jest bardzo szybki. Tak też i nasze zakupy. Wchodzimy do sklepu i wychodzimy z tym, co chcemy.
Oczywiście żartuję.
Na zakupy tracimy ogromną ilość czasu i pieniędzy.
Wchodzisz do sklepu i się zaczyna. Wystarczy, że nie śpieszysz się na jakieś zajęcia/do szkoły/pracy i chcesz się wychillować. I wydaje nam się, że to pomoże. Popatrzymy sobie na nowe rzeczy, powkładamy je do koszyka, a potem na nasze półki. Tylko, że w rzeczywistości to nie pomaga prawda? W sensie, owszem, jesteś wychillowana, bo przestajesz myśleć na trochę o obowiązkach, ale jak bardzo zmęczona potem jesteś! Takie zakupy mega wysysają z nas energię. Światła, hałas, przepych, ludzie. Po prostu za dużo. Brakuje nam w życiu wyciszenia.



Kosmetyki, o których dziś chciałam powiedzieć:

1. Dezodoranty

Prawie każdy "zwykły", znany dezodorant, antyperspirant zawiera sole aluminium. Badania pokazały, że smarowanie się/pryskanie tym, wpływa na rozwój nowotworu piersi. Chcesz mieć nowotwór piersi??
Chyba nie.
Możesz więc przeglądać składy, sprawdzać czy mają aluminium. Możesz kupić coś typu spray Alterra z Rossmana. Ale to i tak ma jakiś alkohol, jakoś drażni Twoją skórę.

Najbardziej naturalne sposoby na zapaszki spod paszki: (oprócz mycia się;P)
*olej kokosowy(organiczny)+soda. Zmieszać i smarować rano paszki. Można dodać skrobi kukurydzianej
*ałun - to taki minerał, kryształ, który działa bakteriobójczo, ale nie zapycha porów skóry, dzięki czemu może ona "oddychać". Stosujemy go na zwilżoną wodą skórę. Wydajny! Póki go nie zrzucisz na ziemię i się nie pokruszy - stosuj nawet ze 3 lata :)

2. Demakijaż, krem

*olej kokosowy (organiczny)

3. Pasta do zębów

Na początek zaopatrz się w pastę do zębów bez fluoru. Nie, nie popsuje to Twoich zębów. Moje i wielu osób z internetu poprawiło.(check on youtube). Fluor tak się składa działa źle na mózg - poczytaj w internecie. Niemcy w czasie wojny szprycowali nim więźniów, żeby byli posłuszni - fajnie:) pozdrawiam.
Jest na rynku wiele takich past. Najlepiej zamów sobie z neta. Stosowałam pastę Lavera bez fluoru - na początku dziwny smak, bo miałam skrzywione kubki smakowe od tego gówna, co nim myłam zęby całe życie. Jakoś po tygodniu już jej nie czułam jako niesmaczną. Używałam rok. Potem kupiłam Ziaję szałwiową bez fluoru - dla mnie za mocna w smaku, porównywalna do tych "zwykłych" blendamedów i innych, ale może na początek byłaby okej:) 

Jeśli chcesz zrobić swoją pastę: olej kokosowy + soda +ew. jakiś olejek (parę kropli np. eukaliptusowego)

PS. Uważajcie na świeczki. Większość jest produkowana z pozostałości przetwarzania ropy naftowej. Badania pokazały, że wdychanie parafiny jest toksyczne. Spróbujcie odstawić lub chociaż ograniczyć

Pozdrawiam serdecznie,
Wasza Bubblegum:)

niedziela, 2 października 2016

Przedłużanie rzęs - NEVER AGAIN! (zdjęcia na dole)

Od jakiegoś już czasu zastanawiałam się nad "zrobieniem" sobie rzęs. Chciałam zobaczyć, jak by mi to pasowało, jakie to uczucie, nie chciałam jednak wywalać na to dwóch stów. I w końcu się stało. Znalazła się świetna ku temu okazja - szukali modelki na kurs przedłużania.

Zapisałam się, poszłam.

Co dalej? Spędziłam tam, w pozycji leżącej, nieruchomej 6 GODZIN. SZEŚĆ kurna godzin. Czaicie? Miało być około 4 godzin (co i tak jest 2 razy dłuższym czasem, niż wynosi standardowo taki zabieg). Ale okej. To w końcu kurs, także spoko, 4 godziny mogą być... Ale 4 właśnie, nie sześć :<
To była jakaś jedna wielka masakra.

Salon ogólnie wyglądał profesjonalnie, pani kursantka również i nie mam na nią żadnego hejtu ani nic. To nie tak że mam coś do niej. Jedynie mam szacunek, że przez tyle czasu siedziała i dłubała w czyichś rzęsach, podczas gdy ja tylko sobie leżałam.

No właśnie. Tylko leżałam(?) Niby tak się może wydawać, że co to takiego. Ale kurcze nawet nie wiecie jak okropnie wszystko boli kiedy nie możesz się ruszać (co by nie spierniczyć pani roboty) i musisz leżeć nieruchomo przez tyle czasu! No szok.

Tak to jednak człowiek ciągle się trochę chociaż rusza, to się poprawi, to coś przesunie. A tu nic. Już wiem jak czują się ludzie nieprzytomni. Kiedyś to sobie myślałam, że to tak fajnie musi być w śpiączce leżeć. Nom. NA PEWNO BARDZO FAJNIE...

Wstając z łóżka po skończonym zabiegu bolało mnie nie tylko ciało. Najgorzej bolała głowa. Bo powstrzymywałam się od zaśnięcia w czasie nakładania rzęs. Ból głowy przeszedł dopiero następnego dnia :)

Co do efektów...nie ukrywajmy, nie podobało mi się to. I zupełnie nie chodzi mi o to, że kursantka się nie spisała, bo jeśli chodzi o samą praktykę, wykonanie to naprawdę było dobrze. I ona i pani instruktor się strasznie tym zachwycały. Rzęsy nie były posklejane, były zrobione tak jak trzeba. Metoda 2:1.

Problem jest jedynie taki, że co z tego, jeśli nie pasowały kształtem do mojego oka? Bez sensu to wyglądało, sztucznie, jak lalka.
U mnie nie pasują rzęsy po całej długości. Prosiłam o długie w zewnętrznych kącikach. TYLKO w zewnętrznych.
Poza tym dziwne uczucie. Były za długie, czułam je. Chciałam je jak najszybciej zdjąć. Przysłaniały mi też, co zabawne, pole widzenia. No cyrk po prostu :D

Po powrocie do domu lekko je przycięłam i już mi się nawet podobały i miało tak zostać. Ale następnego dnia czułam je bardzo na oku (jakbym nie zmyła mocnego wodoodpornego tuszu do rzęs) i w niektórych miejscach też mnie ciągnęły. Pozbyłam się ich doszczętnie.

Więc przygoda z nimi była po raz pierwszy i ostatni. Nie polecam.

Zapraszam do zadawania pytań w komentarzach






czwartek, 15 września 2016

Ludzkie naturalne skłonności - przepraszam.

Wydawało mi się zawsze, że jestem mądrzejsza od siostry. Tzn. że byłam mądrzejsza kiedy miałam tyle lat, co ona teraz (jest ode mnie parę lat młodsza).
I śmiesznie tak sobie zdać sprawę z tego, że to wcale nie jest prawda. Mamy jako ludzie bardzo zaburzoną realną ocenę własnej osoby. Naprawdę. Póki się ktoś o tym nie przekona na własnej skórze, to ok, poczyta, posłucha, ale na tym się to zakończy. Ja też tak robiłam.
Bo od zawsze byliśmy w tym naszym ciele, wiedzieliśmy jakie emocje nami kierują, z czego wynikają, co i jak, czemu jesteśmy tacy a nie inni, nawet jeśli to wszystko odbywało się za kotarą nieświadomości, to i tak odbywało się w nas, nie obok nas.
A inni ludzie, znajomi, rodzina.. oni są obok nas.. I NIE MAMY PRAWA, BY ICH OCENIAĆ, nawet niby-oceniać, porównywać do nas w stylu "ja to bym zrobiła tak i tak, ja to lepiej się zachowuję niż...". Bo to wszystko nie ma sensu.
Nie wnosi do świata NIC pozytywnego.
Mamy za to prawo pomagać ludziom, wspierać ich na ich życiowej ścieżce, doradzać, być oparciem.
To może coś zmienić, wnieść jakieś szczęście do czyjegoś kurwidołka :)


I tak też siadłam sobie dzisiaj, wczoraj i czytałam stare notatki, stare wiadomości, to wszystko co wyszło spod mojej ręki, z mojej głowy. I tak się akurat złożyło, że w wieku, w którym te głupotki pisałam, jest teraz moja siostra.
I przyznaję teraz szczerze, przed całym światem, internetem, że się myliłam, oceniałam niesłusznie ją, sprawiając krzywdę. Myślałam sobie, że ja to nie wiadomo jaka mądra i zabawna i w ogóle wszystkie najlepsze cechy, byłam w jej wieku. A nie byłam.

I czytałam tak te wiadomości i się sama z siebie śmiałam. I moja siostra teraz używa podobnego bardzo języka, wyraża się podobnie, ma podobne myśli. A mi się tylko ubzdurało, że jakaś niewiadomo jak wspaniała w porównaniu do niej byłam.

Okazuje się, że jednak wiek ma duże znaczenie. I widocznie wcześniej (dzieciństwo) też nie musiałam wcale być lepszym, mądrzejszym od niej dzieckiem. I pewnie nie byłam. Po prostu ludzie są różni. Doceniajmy po prostu każde istnienie:)

Dlatego też: Przepraszam Cię, Siostro.
i tutaj, i w życiu

sobota, 9 lipca 2016

#1 Przemyślenia

Zakochujemy się w ludziach, którzy się nam napataczają. W każdym środowisku, w którym się znajdziemy, szukamy osoby, z którą moglibyśmy być. Czy tylko ja tak mam?
Myślę, że może nie wszyscy, ale na pewno większość osób działa w ten sposób.
I to jest całkowicie normalne.
To instynkty. To potrzeba miłości.
Tylko musimy pamiętać o tym, że dana osoba to nie jest ta jedna jedyna połówka i że w każdym środowisku ostatecznie znaleźlibyśmy inną, drugą "drugą połówkę".
Naszym zadaniem jest wybrać moment, w którym zakończymy nasze poszukiwania. Wybrać tę jedną osobę. I być z nią. I już nie szukać.

Niektórzy nie zawieszają broni, nie przestają szukać. I mamy potem zdrady, bóle, cierpienia..
I tak już się kończy. I rozchodzimy się do swoich domów, by znowu zacząć szukać.



W ogóle życie jest jednym wielkim zbiegiem okoliczności.

Np. to kim jesteśmy.

Jesteśmy tym, z czym zetknęliśmy się w przeszłości. Tym, co samo - bez udziału naszej woli - wywarło na nas wpływ; i tym, co sami świadomie wpuściliśmy do środka, za czym poszliśmy i czemu pozwoliliśmy stać się nami samymi.

Tak na przykład rodzic, który pełni gdzieś tam nawet ukrytą funkcję autorytetu, powie swojemu zafascynowanemu czymś dziecku, żeby to zostawił, że to bez sensu, że nie będzie z tego pracy, pieniędzy; że to może być hobby tego dziecka, ale żeby nie wiązał z tym przyszłości i wybrał coś "normalnego" - zmienia to dziecko. Wyrządza mu krzywdę.

Potem taki dorosły człowiek może i ma NIBY dobrą pracę, NIBY pieniądze i poważanie społeczeństwa, ale co z tego, jeśli w głębi serca nie jest szczęśliwy?

Musimy żyć tak, żebyśmy my byli szczęśliwi; nie tak, żeby uszczęśliwiać innych - co nie znaczy że możemy ich z naszego widzimisię UNIEszczęśliwiać ;)

Nie przewidzimy nigdy, co dla kogo będzie tylko ulotną pasją, ulotnym hobby, a co mogłoby stanowić sens jego egzystencji. Nie mamy dlatego prawa mówić tak, jak ten rodzic. Bo jeśli założymy ŹLE - możemy ""zrujnować komuś życie.

I z niektórymi pasjami jeszcze nie jest tak źle, niektóre da się odbudować. Taki dorosły człowiek może dojść do tego, że to jest jednak to, co chciałby robić i może zacząć to robić. Nie ma problemu. Pisanie na przykład;)

Ale jest wieele przykładów zainteresowań, w których jeśli nie będziemy się rozwijać za młodu - "za staru" nie osiągniemy sukcesów (raczej).

Są to wszelkiego typu pasje związane z fizycznością, sporty, tańce, gimnastyka.

Ciało nie rozwinie się w tym kierunku i jest po ptokach. Mistrzem świata w tej dziedzinie nie zostaniesz. Możesz to sobie robić, ale żyć z tego na pewno nie będziesz.


Czekam na komentarze. Może też coś straciliście przez upływający czas:?

-do przemyśleń skłoniona po filmie "Love, Rosie"-


środa, 10 lutego 2016

Jak pokonać depresję?

Wygrałam walkę z depresją. Sama. A jeśli nie sama to na pewno nie z pomocą bliskich mi osób. Serio, jeśli ktoś chce się z tego wyleczyć to nie ma co liczyć na najbliższych, sam powinien sobie pomóc, sam szukać pomocy. Każdy z nas gdzieś tam, w głębi czuje czego potrzebuje. I warto zaufać sobie, dać się pokierować intuicji. Dać sobie szansę. Możemy znaleźć kogoś, kto uzmysłowi nam coś ważnego, kogoś kto akurat znajdzie się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i będzie tą odpowiednią osobą. Może to nie być osoba. To może być sentencja, film, zdjęcie czy kurwa nawet powiew jebanego wiatru. Tu tak naprawdę chodzi o podróż do wnętrza siebie, o poukładanie siebie. Myślisz, że wiesz już wszystko, masz poukładane wszystko, jest beznadziejnie i koniec? Gunwo. Też tak myślałam, i bardzo się zdziwiłam, jak jednak okazało się, że jest inaczej. W tym miejscu powinnam zacząć od nowego akapitu, ale nie chcę, żeby komuś kto zaczyna, rzuciło się to za bardzo w oczy, więc napiszę tu, ciągiem. Myślałam, że jak pokonam depresję, to wszyscy będą kurwa skakać do góry jak kangury i bić mi brawo jak opętani. Myliłam się. Nic takiego się nie wydarzyło. Pominę fakt, że mniejszość o tej depresji w ogóle wiedziała, ale niektórzy wiedzieli. No i zdziwiłam się, że nie podzielają tak mojego entuzjazmu, że mi się udało, nie skaczą jak myślałam. Otóż okazuje się, że każdy żyje swoim życiem i ma trochę wyjebane na twoje życie, mimo że jesteś mu bardzo bliską osobą. Udało ci się?- Spoko, super, cieszę się. Ale to nie jest wybuch radości. I w sumie nie ma co rozpaczać. To TY to zrobiłeś/aś. To TOBIE się udało. I to TY masz się z tego cieszyć. Dobranoc.